Rozdział 2 .
' Marzenia warto spełniać. '
Obudziłam się rano z lekkim bólem głowy. Przebrałam się, zrobiłam lekki makijaż i powędrowałam do kuchni. Wyciągnęłam z kremowej szafki pudełko w której znajdowały się różne leki. Wzięłam tabletkę i popiłam niegazowaną wodą. Usiadłam na kanapie i myślałam. Nie dotarło do mnie jeszcze, że wyjeżdżam . Będę się tam uczyła, zwiedzę Londyn będzie wspaniale. Jednak zostawię tu Caroline. Nie chcę, się z nią rozstać, ale wiem że ze mną nie będzie mogła jechać. Po kilkunastu minutach poszłam sprawdzić w komputerze swoją pocztę. Był tam email, od dyrektorki szkoły w Londynie Pani Collins. Otwarłam go :
' Witam nową uczennice naszej szkoły. Jestem Pani Collins, dyrektora szkoły. Piszę do ciebie, aby ci pogratulować dostania się tutaj. Chcielibyśmy abyś pojawiła się już na uczelni dzisiaj. Załatwiliśmy ci samolot o godzinie 18.00 mamy nadzieję, że nie zrezygnowałaś ;) Czekamy i Pozdrawiamy. '
- Dzisiaj? - krzyknęłam. - Przecież nie zdążę.
Wyłączyłam komputer i pobiegłam do pokoju. Wyciągnęłam szaro - czarną walizkę którą położyłam na łóżku. Pakowałam do niej, moje ciuchy. Minęło 30 minut gdy już wszystko spakowałam.
- Muszę się spotkać z Caroline i moją babcią . - powiedziałam po czym wzięłam torebkę i wyszłam w stronę domu babci. Pewnie teraz myślicie, dlaczego do babci co nie? Gdy tata odszedł od nas, mama zaczęła pić. Uzależniła się od tej trucizny. Alkohol, zmienił moje życie. Próbowała się ze mną kontaktować, ale ja nie chcę jej znać. Po kilku minutach pojawiłam się u babci pod domem. Zapukałam delikatnie a drzwi otworzył dziadek .
- Witaj Dziadku. - uśmiechnęłam się promiennie i przytuliłam dziadka.
- Carmen, kochanie, jak dobrze że cię widzę. - dziadek odwzajemnił uśmiech i weszliśmy do środka.
Rozebrałam buty i odłożyłam torebkę. Z kuchni był czuć , zapach mojej ulubionej potrawy. Naleśniki! Mniam, uwielbiam je.
- Babcia ! - krzyknęłam i przytuliłam ją .
- Carmen. - babcia na twarzy miała szczery uśmiech .
Usiadłam przy stoliku. Babcia dała mi na naleśnika i zrobiła owocową herbatę. Gdy przychodzę do nich zawsze robimy herbatę i jemy nasze ulubione ciasteczka.
- Co cie do nas sprowadza? - zapytał dziadek siedzący obok mnie.
- Mam wspaniałą wiadomość. Dostałam się na uniwersytet w Londynie. - powiedziałam i uśmiechnęłam się .
- Kochanie, naprawdę? Gratuluję ci. Marzenia warto spełniać ! - babcia złapała mnie za rękę i ścisnęła. - Kiedy wyjeżdzasz? - zapytała
- Dzisiaj mam samolot, więc przyszłam się pożegnać.
Dziadek szybko wyszedł z kuchni poszedł na górę. Rozmawiałyśmy z babcią, o uczelni potem o mieszkaniu gdy nagle do domu ktoś wszedł. To była moja mama.
- Mamo? Co ty tutaj robisz? - zapytałam ze zdziwieniem.
Przecież, babcia mówiła że nie utrzymuje z nią kontaktu.
- Córciu, przyszłam do ciebie podobno wyjeżdżasz. - podeszła do mnie i chciała mnie przytulić jednak ja odsunęłam się.
- Z kąd o tym wiesz? A tak wogule nic ci do tego. - powiedziałam.
- Kochanie, proszę cię wybacz mi za to wszystko.
- Tobie? Nigdy, za to co zrobiłaś. Nie chcę cię znać. - wyszłam z kuchni, ubrałam buty i wyszłam z domu.
Popłakałam się, trudno by nie było się popłakać. Nigdy jej nie wybacze, zniszczyła mi życie oddawając mnie do adopcji. Spojrzałam na zegarek i szybko pobiegłam do Caroline. Weszłam do środka i zawołałam :
- Caroline? Jesteś?
- Carmen! Czeeść. - przyjaciółka przytuliła mnie.
- No hej .
- Coś nie tak, że przyszłaś? - zapytała.
- Nie wszystko w porządku. Zgadnij kto dziś był u babci, moja matka. Chciała, żebym jej wybaczyła. - opowiedziałam wszystko Caroline.
- Słuchaj, wiem że źle twoja mama zrobiła ale nie powinnaś tak mówić. A właśnie, kiedy wyjeżdzasz?
I tutaj coś we mnie pękło. Chciałam się rozpłakać jak małe dziecko, ale nie mogłam okazywać słabośći.
- Dzisiaj lecę do Londynu. Nie chcę cię opuszczać, ale to było moje marzenie - powiedziałam i przytuliłam się do przyjaciółki.
- Carmen, nie martw się o mnie. Musisz tam jechać, to dla ciebie wielka szansa, a mi obiecaj tylko że nie zapomnisz o mnie nigdy. - powiedziała Caroline.
- Obiecuje !
Pożegnałyśmy się i poszłam do domu po walizkę. Przyjechała pod moje mieszkanie taksówka którą pojadę na lotnisko.
- Ah, będę za tym wszystkim tęskniła. - usiadłam na fotel i uroniłam kilka łez.
_______________________________________________________
Taki o to rozdział ;) Wiem, nie jest zbyt fajny, ale nie miałam za bardzo weny. Przepraszam, za błedy. Dziękuję za komentarze przy pierwszym rozdziale ;)
Huehuehue świetny ;***
OdpowiedzUsuńGenialnyy. ♥ Kiedy kolejny?
OdpowiedzUsuńGDZIE NOWY ROZDZIAŁ??????????????????????????????
OdpowiedzUsuń