piątek, 21 czerwca 2013

Rozdział 4
' wiesz co najbardziej boli? Gdy idziesz w te same miejsca, bez tych samych ludzi '

 - Carmen, Carmen wstawaj. - mówiła do mnie Melanie .
 - Jejku, już wstaje, która godzina? - spojrzałam na zegarek i szybko zeszłam z łóżka .
 - No szybko, szykuj się zaraz mamy pierwsze zajęcia. Czekam na ciebie na korytarzu. - uśmiechnęła się do mnie Melanie i wyszła z pokoju.
Podeszłam do szafy, i wyciągnęłam czarne spodnie, białą bluzkę i cieniowany sweterek. Przebrałam się i zrobiłam lekki makijaż. Po kilku minutach byłam gotowa. Wzięłam potrzebne książki i wyszłam z pokoju.
 - No jestem. - uśmiechnęłam się i poszłyśmy do sali na zajęcia. Zajęłyśmy miejsca i zaczęła się lekcja.
 Minęła godzina i wszyscy wyszli z sali. Na korytarzu uczelni, było bardzo tłoczno i zniknęła mi gdzieś Melanie. Idąc do swojego pokoju, poczułam że wpadłam na kogoś i oboje się przewróciliśmy.
 - Nic ci nie jest? - wstałam i podałam ci rękę.
 - Nie mi nic. A tobie? - zapytał mnie chłopak z brązowymi włosami .
 - Mi również. Przepraszam, cię bardzo nie zauważyłam cię.
 - Spoko, przecież nic się nie stało to też moja wina. Przepraszam, cię ale muszę już iść.Cześć. - chłopak uśmiechnął się i podał mi swoją dłoń w geście pożegnania.
 - Cześć. - odpowiedziałam mu i uśmiechnęłam się.
Po chwili byłam już w pokoju.
 - Co się tak uśmiechasz? - zapytałam blondynka.
Odłożyłam na swoje miejsce książki i usiadłam na łóżku.
 - Bo wiesz, wydawało mi się że widziałam tutaj mojego przyjaciela, z którym straciłam kontakt. - uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam na dziewczynę .
 - Czemu straciłaś z nim kontakt? - zapytała mnie Melanie.
 - Boo, wyjechał.- powiedziałam i posmutniałam lekko.
Blondynka usiadła obok mnie i złapała mnie za rękę, uśmiechając się.
 - Nie bądź smutna, jeśli to on to na pewno spotkacie się znowu. Ja już muszę uciekać, muszę jeszcze coś zaliczyć z Angielskiego. Pa. - dziewczyna musnęła delikatnie mój policzek i wyszła z pokoju.
Położyłam się na łóżku i patrzyłam w sufit.
 - Chciałabym go znowu spotkać.Był dla mnie bardzo ważny, kochałam go jako przyjaciela. wiesz co najbardziej boli? Gdy idziesz w te same miejsca, bez tych samych ludzi. - mówiłam sobie w myślach. Wzięłam książkę i po chwili zaczęłam ją czytać. Minęło pół godziny i do pokoju weszła Melanie.
 - Carmen, idziesz ze mną na imprezę do Alex? - zapytała mnie blondynka przeglądająca się w lustrze.
 - Hm chętnie bym poszła. O której? - usiadłam na łóżku i z lekkim uśmiechem spoglądałam na ciebie.
 - Tak za pół godziny, bądź w pokoju na końcu korytarza, dobrze? Ja idę pomóc w przygotowaniach. - dziewczyna uśmiechnęła się i wyszła z pokoju.
Uśmiechnęłam się delikatnie.Miałam pół godziny na przygotowanie, więc poszłam pod prysznic. Po kilku minutach wyszłam i wysuszyłam  włosy które spięłam w wysokiego koka. Poszłam do szafy i przeszukałam ją. 
 - Hm, co ja założę.
Ubrałam czarne spodnie z lekkimi przetarciami do tego białą bluzkę i jeansową kamizelkę. - No jestem gotowa. - powiedziałam cicho i przejrzałam się w lustrze.
Wyszłam z pokoju i poszłam wąskim korytarzem do pokoju na samym końcu. Zobaczyłam kremowe drzwi i weszłam do środka. Było już wiele osób. W tłumie zauważyłam Melanie i podeszłam do niej.
 - O hej, jesteś. - uśmiechnęła się do mnie blondynka. - To jest Alex.
Alex wyciągnęła w moją stronę dłoń.
 - No cześć.
 - Hej. - przywitałam się i uśmiechnęłam.
Impreza była bardzo fajna. Dużo się bawiłam. Po chwili podeszłam do lodówki i wyciągnęłam sobie zimną colę. Poczułam, że na kogoś wpadłam.
 - Jejku, znowu wpadam na ciebie. - uśmiechnęłam się lekko a moje policzki lekko zróżowiały.
 - A no znowu na siebie wpadliśmy, ale to nawet dobrze.Jak impreza? - chłopak uśmiechnął się do mnie.
 - No teraz jest lepiej. - zaśmiałam się delikatnie.
 - Idziesz zatańczyć? A no i nie przedstawiłem się Jasper miło mi. - uśmiechnął się do mnie złapał za rękę ciągnąc na parkiet.
 - Carmen. - spojrzałam na niego i tańczyliśmy.

wtorek, 4 czerwca 2013

Rozdział 3
' w życiu najcenniejsze są momenty które wstrzymują oddech '

Weszłam  do samolotu i zajęłam miejsce przy oknie. Wyciągnęłam telefon i słuchawki w których zaraz potem było słychać piosenkę. Zamknęłam oczy i zasnęłam. Po Kilku godzinach obudziło mnie lekkie klepanie w ramie :
 - Młoda damo, budzimy się. - powiedziała do mnie ciepłym głosem miła staruszka.
 - Ej już wstaje. Dziękuję, że mnie pani obudziła.
 - Nie ma za co kochanie. - uśmiechnęła się do mnie.
Spojrzałam w małe okienko samolotu i zobaczyłam tam lotnisko. Byłam już ma miejscu. Wyszłam i zabrałam swoje bagaże. Po chwili byłam już w środku, czekała na mnie pani Collins. Podeszłam do niej i przywitałam się. 
 - Dzień Dobry Pani Collins. - powiedziałam z lekkim uśmiechem na twarzy.
 - Witam naszą nową uczennicę. Carmen tak?
 - Tak.
 - Dobrze chodźmy do samochodu i oprowadzę cię po szkole.
Przytaknęłam głową i uśmiechnęłam się promiennie. Kilka minut później siedziałam już w taksówce i byłam w drodze na Uniwersytet. Gdy dojechaliśmy na miejsce byłam zaskoczona. Uczelnia była ogromna, wokół niej rosły różnobarwne kwiaty.Po prawej stronie była bogato zdobiona fontanna.
 - w życiu najważniejsze są momenty które wstrzymują oddech. - powiedziałam sobie w myślach.
Weszliśmy do środka i ucieszyłam się. Rozejrzałam się troche i byłam  zachwycona tym co zobaczyłam. Do Pani Collins podszedł inny nauczyciel który coś do niej szeptał.
 - Carmen, mam bardzo ważną sprawę. Przepraszam cię bardzo. Pozwól, że oprowadzi cię Melanie.
 - Dobrze, nic się nie stało. - odpowiedziałam.
 - Życzę miłego dnia tutaj. - usmiechnęła sie do mnie i poszła do swojego gabinetu.
 Podeszła do mnie dziewczyna z blond długimi włosami.
 - Cześć Melanie jestem, a ty? Nowa jesteś?
 - Hej - uścisnęłam jej dłoń.- Miło mi ci poznać. Jestem Carmen, tak tak nowa tutaj. - uśmiechnęłam sie.
 - Mi również. Chodź oprowadzę cię. - złapała mnie za rękaw koszuli i pociągnęła za sobą. 
Oprowadzanie zajęło dużo czasu. Było tam kilkanaście sal.
 - a tutaj jest sala matematyczna. - uśmiechnęła się Melanie pokazując na kremowe drzwi. - a tu są pokoje.
Weszłam do środka i usiadłam na łóżku.
 - I jak ci się podoba?- zapytała mnie blondynka.
 - Jest wspaniale. Uczelnia jest ogromna. - uśmiechałam się.
 - No jest, ale przyzwyczaisz się.
Uśmiechnęłam sie do niej promiennie. Byłam wykończona, dlatego umyłam się, przebrałam i położyłam spać.
________________________________________________________
tratata. Jest rozdział, wreszcie co nie? Podoba mi się on.