Rozdział 4
' wiesz co najbardziej boli? Gdy idziesz w te same miejsca, bez tych samych ludzi '
- Carmen, Carmen wstawaj. - mówiła do mnie Melanie .
- Jejku, już wstaje, która godzina? - spojrzałam na zegarek i szybko zeszłam z łóżka .
- No szybko, szykuj się zaraz mamy pierwsze zajęcia. Czekam na ciebie na korytarzu. - uśmiechnęła się do mnie Melanie i wyszła z pokoju.
Podeszłam do szafy, i wyciągnęłam czarne spodnie, białą bluzkę i cieniowany sweterek. Przebrałam się i zrobiłam lekki makijaż. Po kilku minutach byłam gotowa. Wzięłam potrzebne książki i wyszłam z pokoju.
- No jestem. - uśmiechnęłam się i poszłyśmy do sali na zajęcia. Zajęłyśmy miejsca i zaczęła się lekcja.
Minęła godzina i wszyscy wyszli z sali. Na korytarzu uczelni, było bardzo tłoczno i zniknęła mi gdzieś Melanie. Idąc do swojego pokoju, poczułam że wpadłam na kogoś i oboje się przewróciliśmy.
- Nic ci nie jest? - wstałam i podałam ci rękę.
- Nie mi nic. A tobie? - zapytał mnie chłopak z brązowymi włosami .
- Mi również. Przepraszam, cię bardzo nie zauważyłam cię.
- Spoko, przecież nic się nie stało to też moja wina. Przepraszam, cię ale muszę już iść.Cześć. - chłopak uśmiechnął się i podał mi swoją dłoń w geście pożegnania.
- Cześć. - odpowiedziałam mu i uśmiechnęłam się.
Po chwili byłam już w pokoju.
- Co się tak uśmiechasz? - zapytałam blondynka.
Odłożyłam na swoje miejsce książki i usiadłam na łóżku.
- Bo wiesz, wydawało mi się że widziałam tutaj mojego przyjaciela, z którym straciłam kontakt. - uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam na dziewczynę .
- Czemu straciłaś z nim kontakt? - zapytała mnie Melanie.
- Boo, wyjechał.- powiedziałam i posmutniałam lekko.
Blondynka usiadła obok mnie i złapała mnie za rękę, uśmiechając się.
- Nie bądź smutna, jeśli to on to na pewno spotkacie się znowu. Ja już muszę uciekać, muszę jeszcze coś zaliczyć z Angielskiego. Pa. - dziewczyna musnęła delikatnie mój policzek i wyszła z pokoju.
Położyłam się na łóżku i patrzyłam w sufit.
- Chciałabym go znowu spotkać.Był dla mnie bardzo ważny, kochałam go jako przyjaciela. wiesz co najbardziej boli? Gdy idziesz w te same miejsca, bez tych samych ludzi. - mówiłam sobie w myślach. Wzięłam książkę i po chwili zaczęłam ją czytać. Minęło pół godziny i do pokoju weszła Melanie.
- Carmen, idziesz ze mną na imprezę do Alex? - zapytała mnie blondynka przeglądająca się w lustrze.
- Hm chętnie bym poszła. O której? - usiadłam na łóżku i z lekkim uśmiechem spoglądałam na ciebie.
- Tak za pół godziny, bądź w pokoju na końcu korytarza, dobrze? Ja idę pomóc w przygotowaniach. - dziewczyna uśmiechnęła się i wyszła z pokoju.
Uśmiechnęłam się delikatnie.Miałam pół godziny na przygotowanie, więc poszłam pod prysznic. Po kilku minutach wyszłam i wysuszyłam włosy które spięłam w wysokiego koka. Poszłam do szafy i przeszukałam ją.
- Hm, co ja założę.
Ubrałam czarne spodnie z lekkimi przetarciami do tego białą bluzkę i jeansową kamizelkę. - No jestem gotowa. - powiedziałam cicho i przejrzałam się w lustrze.
Wyszłam z pokoju i poszłam wąskim korytarzem do pokoju na samym końcu. Zobaczyłam kremowe drzwi i weszłam do środka. Było już wiele osób. W tłumie zauważyłam Melanie i podeszłam do niej.
- O hej, jesteś. - uśmiechnęła się do mnie blondynka. - To jest Alex.
Alex wyciągnęła w moją stronę dłoń.
- No cześć.
- Hej. - przywitałam się i uśmiechnęłam.
Impreza była bardzo fajna. Dużo się bawiłam. Po chwili podeszłam do lodówki i wyciągnęłam sobie zimną colę. Poczułam, że na kogoś wpadłam.
- Jejku, znowu wpadam na ciebie. - uśmiechnęłam się lekko a moje policzki lekko zróżowiały.
- A no znowu na siebie wpadliśmy, ale to nawet dobrze.Jak impreza? - chłopak uśmiechnął się do mnie.
- No teraz jest lepiej. - zaśmiałam się delikatnie.
- Idziesz zatańczyć? A no i nie przedstawiłem się Jasper miło mi. - uśmiechnął się do mnie złapał za rękę ciągnąc na parkiet.
- Carmen. - spojrzałam na niego i tańczyliśmy.
tight hug and tell me that you love me.
piątek, 21 czerwca 2013
wtorek, 4 czerwca 2013
Rozdział 3
' w życiu najcenniejsze są momenty które wstrzymują oddech '
Weszłam do samolotu i zajęłam miejsce przy oknie. Wyciągnęłam telefon i słuchawki w których zaraz potem było słychać piosenkę. Zamknęłam oczy i zasnęłam. Po Kilku godzinach obudziło mnie lekkie klepanie w ramie :
- Młoda damo, budzimy się. - powiedziała do mnie ciepłym głosem miła staruszka.
- Ej już wstaje. Dziękuję, że mnie pani obudziła.
- Nie ma za co kochanie. - uśmiechnęła się do mnie.
Spojrzałam w małe okienko samolotu i zobaczyłam tam lotnisko. Byłam już ma miejscu. Wyszłam i zabrałam swoje bagaże. Po chwili byłam już w środku, czekała na mnie pani Collins. Podeszłam do niej i przywitałam się.
- Dzień Dobry Pani Collins. - powiedziałam z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Witam naszą nową uczennicę. Carmen tak?
- Tak.
- Dobrze chodźmy do samochodu i oprowadzę cię po szkole.
Przytaknęłam głową i uśmiechnęłam się promiennie. Kilka minut później siedziałam już w taksówce i byłam w drodze na Uniwersytet. Gdy dojechaliśmy na miejsce byłam zaskoczona. Uczelnia była ogromna, wokół niej rosły różnobarwne kwiaty.Po prawej stronie była bogato zdobiona fontanna.
- w życiu najważniejsze są momenty które wstrzymują oddech. - powiedziałam sobie w myślach.
Weszliśmy do środka i ucieszyłam się. Rozejrzałam się troche i byłam zachwycona tym co zobaczyłam. Do Pani Collins podszedł inny nauczyciel który coś do niej szeptał.
- Carmen, mam bardzo ważną sprawę. Przepraszam cię bardzo. Pozwól, że oprowadzi cię Melanie.
- Dobrze, nic się nie stało. - odpowiedziałam.
- Życzę miłego dnia tutaj. - usmiechnęła sie do mnie i poszła do swojego gabinetu.
Podeszła do mnie dziewczyna z blond długimi włosami.
- Cześć Melanie jestem, a ty? Nowa jesteś?
- Hej - uścisnęłam jej dłoń.- Miło mi ci poznać. Jestem Carmen, tak tak nowa tutaj. - uśmiechnęłam sie.
- Mi również. Chodź oprowadzę cię. - złapała mnie za rękaw koszuli i pociągnęła za sobą.
Oprowadzanie zajęło dużo czasu. Było tam kilkanaście sal.
- a tutaj jest sala matematyczna. - uśmiechnęła się Melanie pokazując na kremowe drzwi. - a tu są pokoje.
Weszłam do środka i usiadłam na łóżku.
- I jak ci się podoba?- zapytała mnie blondynka.
- Jest wspaniale. Uczelnia jest ogromna. - uśmiechałam się.
- No jest, ale przyzwyczaisz się.
Uśmiechnęłam sie do niej promiennie. Byłam wykończona, dlatego umyłam się, przebrałam i położyłam spać.
________________________________________________________
tratata. Jest rozdział, wreszcie co nie? Podoba mi się on.
sobota, 13 kwietnia 2013
Rozdział 2 .
' Marzenia warto spełniać. '
Obudziłam się rano z lekkim bólem głowy. Przebrałam się, zrobiłam lekki makijaż i powędrowałam do kuchni. Wyciągnęłam z kremowej szafki pudełko w której znajdowały się różne leki. Wzięłam tabletkę i popiłam niegazowaną wodą. Usiadłam na kanapie i myślałam. Nie dotarło do mnie jeszcze, że wyjeżdżam . Będę się tam uczyła, zwiedzę Londyn będzie wspaniale. Jednak zostawię tu Caroline. Nie chcę, się z nią rozstać, ale wiem że ze mną nie będzie mogła jechać. Po kilkunastu minutach poszłam sprawdzić w komputerze swoją pocztę. Był tam email, od dyrektorki szkoły w Londynie Pani Collins. Otwarłam go :
' Witam nową uczennice naszej szkoły. Jestem Pani Collins, dyrektora szkoły. Piszę do ciebie, aby ci pogratulować dostania się tutaj. Chcielibyśmy abyś pojawiła się już na uczelni dzisiaj. Załatwiliśmy ci samolot o godzinie 18.00 mamy nadzieję, że nie zrezygnowałaś ;) Czekamy i Pozdrawiamy. '
- Dzisiaj? - krzyknęłam. - Przecież nie zdążę.
Wyłączyłam komputer i pobiegłam do pokoju. Wyciągnęłam szaro - czarną walizkę którą położyłam na łóżku. Pakowałam do niej, moje ciuchy. Minęło 30 minut gdy już wszystko spakowałam.
- Muszę się spotkać z Caroline i moją babcią . - powiedziałam po czym wzięłam torebkę i wyszłam w stronę domu babci. Pewnie teraz myślicie, dlaczego do babci co nie? Gdy tata odszedł od nas, mama zaczęła pić. Uzależniła się od tej trucizny. Alkohol, zmienił moje życie. Próbowała się ze mną kontaktować, ale ja nie chcę jej znać. Po kilku minutach pojawiłam się u babci pod domem. Zapukałam delikatnie a drzwi otworzył dziadek .
- Witaj Dziadku. - uśmiechnęłam się promiennie i przytuliłam dziadka.
- Carmen, kochanie, jak dobrze że cię widzę. - dziadek odwzajemnił uśmiech i weszliśmy do środka.
Rozebrałam buty i odłożyłam torebkę. Z kuchni był czuć , zapach mojej ulubionej potrawy. Naleśniki! Mniam, uwielbiam je.
- Babcia ! - krzyknęłam i przytuliłam ją .
- Carmen. - babcia na twarzy miała szczery uśmiech .
Usiadłam przy stoliku. Babcia dała mi na naleśnika i zrobiła owocową herbatę. Gdy przychodzę do nich zawsze robimy herbatę i jemy nasze ulubione ciasteczka.
- Co cie do nas sprowadza? - zapytał dziadek siedzący obok mnie.
- Mam wspaniałą wiadomość. Dostałam się na uniwersytet w Londynie. - powiedziałam i uśmiechnęłam się .
- Kochanie, naprawdę? Gratuluję ci. Marzenia warto spełniać ! - babcia złapała mnie za rękę i ścisnęła. - Kiedy wyjeżdzasz? - zapytała
- Dzisiaj mam samolot, więc przyszłam się pożegnać.
Dziadek szybko wyszedł z kuchni poszedł na górę. Rozmawiałyśmy z babcią, o uczelni potem o mieszkaniu gdy nagle do domu ktoś wszedł. To była moja mama.
- Mamo? Co ty tutaj robisz? - zapytałam ze zdziwieniem.
Przecież, babcia mówiła że nie utrzymuje z nią kontaktu.
- Córciu, przyszłam do ciebie podobno wyjeżdżasz. - podeszła do mnie i chciała mnie przytulić jednak ja odsunęłam się.
- Z kąd o tym wiesz? A tak wogule nic ci do tego. - powiedziałam.
- Kochanie, proszę cię wybacz mi za to wszystko.
- Tobie? Nigdy, za to co zrobiłaś. Nie chcę cię znać. - wyszłam z kuchni, ubrałam buty i wyszłam z domu.
Popłakałam się, trudno by nie było się popłakać. Nigdy jej nie wybacze, zniszczyła mi życie oddawając mnie do adopcji. Spojrzałam na zegarek i szybko pobiegłam do Caroline. Weszłam do środka i zawołałam :
- Caroline? Jesteś?
- Carmen! Czeeść. - przyjaciółka przytuliła mnie.
- No hej .
- Coś nie tak, że przyszłaś? - zapytała.
- Nie wszystko w porządku. Zgadnij kto dziś był u babci, moja matka. Chciała, żebym jej wybaczyła. - opowiedziałam wszystko Caroline.
- Słuchaj, wiem że źle twoja mama zrobiła ale nie powinnaś tak mówić. A właśnie, kiedy wyjeżdzasz?
I tutaj coś we mnie pękło. Chciałam się rozpłakać jak małe dziecko, ale nie mogłam okazywać słabośći.
- Dzisiaj lecę do Londynu. Nie chcę cię opuszczać, ale to było moje marzenie - powiedziałam i przytuliłam się do przyjaciółki.
- Carmen, nie martw się o mnie. Musisz tam jechać, to dla ciebie wielka szansa, a mi obiecaj tylko że nie zapomnisz o mnie nigdy. - powiedziała Caroline.
- Obiecuje !
Pożegnałyśmy się i poszłam do domu po walizkę. Przyjechała pod moje mieszkanie taksówka którą pojadę na lotnisko.
- Ah, będę za tym wszystkim tęskniła. - usiadłam na fotel i uroniłam kilka łez.
_______________________________________________________
Taki o to rozdział ;) Wiem, nie jest zbyt fajny, ale nie miałam za bardzo weny. Przepraszam, za błedy. Dziękuję za komentarze przy pierwszym rozdziale ;)
' Marzenia warto spełniać. '
Obudziłam się rano z lekkim bólem głowy. Przebrałam się, zrobiłam lekki makijaż i powędrowałam do kuchni. Wyciągnęłam z kremowej szafki pudełko w której znajdowały się różne leki. Wzięłam tabletkę i popiłam niegazowaną wodą. Usiadłam na kanapie i myślałam. Nie dotarło do mnie jeszcze, że wyjeżdżam . Będę się tam uczyła, zwiedzę Londyn będzie wspaniale. Jednak zostawię tu Caroline. Nie chcę, się z nią rozstać, ale wiem że ze mną nie będzie mogła jechać. Po kilkunastu minutach poszłam sprawdzić w komputerze swoją pocztę. Był tam email, od dyrektorki szkoły w Londynie Pani Collins. Otwarłam go :
' Witam nową uczennice naszej szkoły. Jestem Pani Collins, dyrektora szkoły. Piszę do ciebie, aby ci pogratulować dostania się tutaj. Chcielibyśmy abyś pojawiła się już na uczelni dzisiaj. Załatwiliśmy ci samolot o godzinie 18.00 mamy nadzieję, że nie zrezygnowałaś ;) Czekamy i Pozdrawiamy. '
- Dzisiaj? - krzyknęłam. - Przecież nie zdążę.
Wyłączyłam komputer i pobiegłam do pokoju. Wyciągnęłam szaro - czarną walizkę którą położyłam na łóżku. Pakowałam do niej, moje ciuchy. Minęło 30 minut gdy już wszystko spakowałam.
- Muszę się spotkać z Caroline i moją babcią . - powiedziałam po czym wzięłam torebkę i wyszłam w stronę domu babci. Pewnie teraz myślicie, dlaczego do babci co nie? Gdy tata odszedł od nas, mama zaczęła pić. Uzależniła się od tej trucizny. Alkohol, zmienił moje życie. Próbowała się ze mną kontaktować, ale ja nie chcę jej znać. Po kilku minutach pojawiłam się u babci pod domem. Zapukałam delikatnie a drzwi otworzył dziadek .
- Witaj Dziadku. - uśmiechnęłam się promiennie i przytuliłam dziadka.
- Carmen, kochanie, jak dobrze że cię widzę. - dziadek odwzajemnił uśmiech i weszliśmy do środka.
Rozebrałam buty i odłożyłam torebkę. Z kuchni był czuć , zapach mojej ulubionej potrawy. Naleśniki! Mniam, uwielbiam je.
- Babcia ! - krzyknęłam i przytuliłam ją .
- Carmen. - babcia na twarzy miała szczery uśmiech .
Usiadłam przy stoliku. Babcia dała mi na naleśnika i zrobiła owocową herbatę. Gdy przychodzę do nich zawsze robimy herbatę i jemy nasze ulubione ciasteczka.
- Co cie do nas sprowadza? - zapytał dziadek siedzący obok mnie.
- Mam wspaniałą wiadomość. Dostałam się na uniwersytet w Londynie. - powiedziałam i uśmiechnęłam się .
- Kochanie, naprawdę? Gratuluję ci. Marzenia warto spełniać ! - babcia złapała mnie za rękę i ścisnęła. - Kiedy wyjeżdzasz? - zapytała
- Dzisiaj mam samolot, więc przyszłam się pożegnać.
Dziadek szybko wyszedł z kuchni poszedł na górę. Rozmawiałyśmy z babcią, o uczelni potem o mieszkaniu gdy nagle do domu ktoś wszedł. To była moja mama.
- Mamo? Co ty tutaj robisz? - zapytałam ze zdziwieniem.
Przecież, babcia mówiła że nie utrzymuje z nią kontaktu.
- Córciu, przyszłam do ciebie podobno wyjeżdżasz. - podeszła do mnie i chciała mnie przytulić jednak ja odsunęłam się.
- Z kąd o tym wiesz? A tak wogule nic ci do tego. - powiedziałam.
- Kochanie, proszę cię wybacz mi za to wszystko.
- Tobie? Nigdy, za to co zrobiłaś. Nie chcę cię znać. - wyszłam z kuchni, ubrałam buty i wyszłam z domu.
Popłakałam się, trudno by nie było się popłakać. Nigdy jej nie wybacze, zniszczyła mi życie oddawając mnie do adopcji. Spojrzałam na zegarek i szybko pobiegłam do Caroline. Weszłam do środka i zawołałam :
- Caroline? Jesteś?
- Carmen! Czeeść. - przyjaciółka przytuliła mnie.
- No hej .
- Coś nie tak, że przyszłaś? - zapytała.
- Nie wszystko w porządku. Zgadnij kto dziś był u babci, moja matka. Chciała, żebym jej wybaczyła. - opowiedziałam wszystko Caroline.
- Słuchaj, wiem że źle twoja mama zrobiła ale nie powinnaś tak mówić. A właśnie, kiedy wyjeżdzasz?
I tutaj coś we mnie pękło. Chciałam się rozpłakać jak małe dziecko, ale nie mogłam okazywać słabośći.
- Dzisiaj lecę do Londynu. Nie chcę cię opuszczać, ale to było moje marzenie - powiedziałam i przytuliłam się do przyjaciółki.
- Carmen, nie martw się o mnie. Musisz tam jechać, to dla ciebie wielka szansa, a mi obiecaj tylko że nie zapomnisz o mnie nigdy. - powiedziała Caroline.
- Obiecuje !
Pożegnałyśmy się i poszłam do domu po walizkę. Przyjechała pod moje mieszkanie taksówka którą pojadę na lotnisko.
- Ah, będę za tym wszystkim tęskniła. - usiadłam na fotel i uroniłam kilka łez.
_______________________________________________________
Taki o to rozdział ;) Wiem, nie jest zbyt fajny, ale nie miałam za bardzo weny. Przepraszam, za błedy. Dziękuję za komentarze przy pierwszym rozdziale ;)
czwartek, 4 kwietnia 2013
Rozdział 1 .
' Nie myśl o szczęściu. Nie przyjdzie, nie zrobi zawodu. Przyjdzie, zrobi niespodziankę. '
Dzień był jak każdy ponury. No bo wkońcu takie jest moje życie. Ubrałam się i zrobiłam lekki makijaż po czym zeszłam na dół. Zatrzymałam się i stanęłam wpatrywając się w lusto. Podniosłam lekko bluzkę i spojrzałam na swój brzuch.
- Nie wiem, dlaczego ludzie myślą, że jestem anorektyczką. Jestem poprostu chuda i lubię to w sobie. Przynajmniej nie wyglądam jak wieloryb. - powiedziałam.
Poszłam do kuchni i nalałam sobie soku pomarańczowego po czym poszłam do salonu. Włączyłam telewizor i szukała czegoś sensownego w nim. Po kilkunastu minutach do domu weszła Caroline.
- Cześć Carmen . - uśmiechnęła się i usiadła obok mnie.
- Hej. - przytuliłam ją na powitanie.
Caroline poszła do kuchni i po chwili zawołała mnie.
- Co jest? - spojrzałam na nią .
- Jadłaś dziś coś wogule? - zapytała mnie.
Boże. Po co ona oto pyta? Nie mam ochoty nic, jeść .
- Nie. Nie, jeste głodna. - odpowiedziałam i poszłam znowu do salonu.
- Czy ty nie rozumiesz, że musisz jeść? Dobrze, wiesz co lekarz ci powiedział. W każdej chwili, możesz zasłabnąć i może się coś stać. - dziewczyna podeszła do mnie i powiedziała mi to.
- Wiem. Ale co jeśli nie jestem głodna? nie mam ochoty jeść? Przecież, nie będę jadła siłę.- odwróciłam wzrok od niej i uroniłam kilka łez.
Chciałam, żeby nie widziała jednak zobaczyła i przytuliła mnie.
- Carmen, ja wiem co czujesz, ale muszi chociaż zjeść jakiś owoc. - blondynka wstała z sofy i poszła do kuchni.
Przyniosła mi jabłko.
- Zjedz to! - powiedziałą i uśmiechnęła się .
Nie chętnie chciałam je zjeść, ale musiałam. Ona nie wie co czuję. To tylko ja wiem. Od trzech miesięscy, choruje. Wszyscy myślą, że jestem anorektyczką. Byłam juz kilka razy w szpitalu, ale lekarz mówił, że to nic poważnego.
Po kilku minutach, do drzwi ktoś zapukał. Wstałam i poszłam otworzyć.
- Czy to Pani Carmen Rain? - zapytał mnie listonosz z listem w ręku.
- Tak, to ja. - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem na twarzy .
- Proszę. - dał mi białą kopertę podpisaną "Carmen Rain" i odszedł.
- Kto to? - zapytała Caroline bawiąca się swoimi włosami.
- Listonosz. Dostałam jakiś list. - usiadłam obok niej i zaczęłam delikatnie otwierać list.
Na początku, nie wierzyłam w to co przeczytałam. Nie myśl o szczęściu. Nie przyjdzie, nie zrobi zawodu. Przyjdzie, zrobi niespodziankę. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech .
- Carmen, co się tak uśmiechasz? - zapytała mnie przyjaciółka spoglądając na mnie.
- Dostałam się na uczelnie w Londynie. Jejku, ale się cieszę. - piszczałam ze szczęścia i podskakiwałam.
- Naprawdę? O, ale się cieszę. To było twoje marzenie. - przytuliła mnie i cieszyła się razem ze mną.
Tak, to było moje marzenie. Podobno marzenia się spełniają, moję się już spełniło. Dziękuję!
--------------------------------------------------------------------------------------
Cześć wam ;3 Założyłam nowego bloga, ponieważ z tamtym miałam małe problemu, ale nic. Mam nadzieję, że ten wam się spodoba. ;*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)